Dotąd tylko marzyłem o Karaibach i przepłynięciu Oceanu Atlantyckiego. Donoszę, że szczęście i przypadek pozwoliły mi to spełnić. Jestem jeszcze w szoku i pod wpływem męczącej aklimatyzacji, więc nie daję rady dać szybko szerszej relacji, ale czuję się w obowiązku podziękować załodze jachtu. Przepłynęliśmy razem 2750 mil morskich, przeżyliśmy 3-dniowy sztorm, osiągający w porywach 9° B i 23 dni bez widzenia kogokolwiek innego..:
Drodzy Przyjaciele,
Bardzo dziękuję za przeżycia atlantyckie – nigdy ich nie zapomnę!
Dziękuję za wspólny czas, za emocje nocnych wacht, za smak ryb, za radość delfinów i lęk orek, ale też wyzwania 2. ligi scrable! Za pyszne posiłki, za kolibry, kraby i fregaty, tuńczyka i barrakudę, puszkę kurczaka i grzdyle..! Nie zapomnę kąpieli w Atlantyku i marzeń o czerwonym mięsku i piwie, tak pięknie spełnionych w Ponta Delgada! Będę zawsze pamiętał rozmowy z Jędrzejem i Grzesiem o przyrodzie i życiu, wypady na plaże i do dżungli, zatopiony aparat i emocje jego odzyskania… Rozmowy i muzyka na wachtach z Bartkiem i radiowe prognozy powracają przy moich nocnych przebudzeniach. Stając na balkonie (niestety bez pasów asekuracyjnych) myślę o odwracaniu się za siebie, żeby uniknąć załamania fali!
Dziękuję Kapitanie za Twoje stanowcze i troskliwe uwagi, za niewymuszoną obediencję i pewność dotarcia do celu!
Ten wspólny wspólny czas pokonania Atlantyku wzbogacił bez wątpienia moje życie i sprawił, że nie będę już taki jak przedtem!
Dziękuję Wam i do zo..!!!
PS. Album i film w przygotowaniu! Ahoj!

