Jestem daleki od zacietrzewień ideowych, a także osobistych „wycieczek” w krytyce działań politycznych. Ale trudno powstrzymać się, kiedy słychać w środkach przekazu formę odpowiedzi Pani Minister Edukacji na postulaty związków zawodowych nauczycieli.
Słuchałem Jej racji w audycji radiowej i – gdybym nie wiedział, że mówi Pani Minister –myślałbym, że nadają sprawozdanie księgowe..! Dane z tabeli, ilość środków, porównania, równania i średnie…
W odróżnieniu od wielu Rodaków uważam, że polityk nie musi być specjalistą w resorcie, któremu przewodzi. Ma od tego doradców i całą armię urzędników. Minister (ministra!) powinien być kreatorem pozytywnych zmian i strażnikiem stabilności i harmonii. Dlatego nie mentalność technokratyczna, ale raczej artystyczna jest dziś w świecie rozwiniętym oczekiwana jako podstawa osobowości decydentów. Taki polityk ma szukać nowych rozwiązań, kreatywnych możliwości rozwojowych i przewidywać ich skutki.
Niechęć do szkoły jest powszechna, a wiedza o niej – podobnie jak o medycynie i polityce – jest specjalnością każdego Polaka. Pani Minister niestety wykorzystuje te nastroje do wprowadzania swoich „księgowych” zmian, których jawnym celem jest zmniejszanie kosztów i zniesienie jakiejkolwiek ochrony zawodu nauczyciela. Im bardziej podlizuje się rodzicom i ofiarom edukacji, tym głębsze stają się podziały wobec materii, która powinna być najwyższym dobrem wspólnym. A edukacja jest najważniejsza dla przyszłości i zdecydowanie bardziej istotna społecznie niż medycyna, prawo, bezpieczeństwo czy handel, dla których edukacja jest przecież zawsze źródłowa! W odróżnieniu od lekarzy czy prawników szkoła działa zawsze na całości (grupy a nie jednostki) i wywołuje zbiorowe skutki! Kiepski lekarz, ślamazarny policjant, czy nieskuteczny prawnik to problemy prywatne tych osób, ale kiepski system prawa, zdrowia czy bezpieczeństwa – to właśnie skutek zbiorowy! Jeśli więc szkoła będzie zła, to złe dla społeczeństwa będą jej społeczne skutki! Jeśli lekarz będzie szkodził pacjentom, to przestaną do niego przychodzić (jeśli jeszcze zdążą..!), prawnika można zmienić na lepszego, a nie licząc na nieskuteczną ochronę policjanta można założyć podwójne drzwi i wyposażyć się w łom lub pistolet gazowy czy paralizator. Szkoły nie da się uniknąć – jest obowiązkowa w pewnym wymiarze i to najważniejszego etapu życia człowieka, etapu rozwoju! Ktoś powie, że przecież można zmienić szkołę! Są społeczne, prywatne, wyznaniowe, fundacji… Oczywiście, ale one działają w systemie na czele którego stoi Minister i wyznacza kryteria, które jedne szkoły osiągają lepiej, inne gorzej. Problemem stają się te właśnie kryteria, kiedy niepokoimy się o społeczne skutki edukacji! Tymczasem nie o nich przemawia do słuchaczy i związkowców Pani Minister!
Tymczasem w krajach rozwiniętych dyskusja i reforma trwają w najlepsze! Zmniejsza się więc liczbę uczniów w klasach, wprowadza zajęcia praktyczne, uczy kreatywności i stymuluje rozwój zwiększonym kontaktem ze sztuką i aktywnością artystyczną. Dużo zajęć odbywa się w małych grupach lub nawet w układzie 1:1 – czyli uczeń sam z nauczycielem… Dokonuje się tam zmian, które wyprowadzają edukację z ułomności formatowania umysłów czasów społeczeństw masowych po to, by w przyszłości byli lepsi lekarze, prawnicy czy policjanci i systemy, które tworzą ich funkcjonalność społeczną: by potrafili szukać nowych rozwiązań i nie tylko nadążać za zmianami, ale je wyprzedzać i skutecznie stymulować. To wszystkim się opłaci za 20-30 lat. Jak to wyliczyć finansowo?!
Może da się jakoś, ale to właśnie praca dla ekonomistów! Tam, gdzie liczy się rozwój, cele wyznacza społeczny dyskurs a nie tabela księgowego! W drugą stronę sprawdza się to tylko przy kasie w hipermarkecie!