Męski głos morza i precyzja wykonania
Kiedy na plenerowej scenie, przy wtórze szumu wiatru i dalekiego skrzypu takielunku, staje kilkudziesięciu facetów z Męskiego Chóru Zawiszy Czarnego, słuchacz ma prawo oczekiwać czegoś więcej niż zwykłego, żeglarskiego śpiewania. Oczekuje prawdy, siły i… absolutnej perfekcji. Ostatni koncert tego unikalnego zespołu udowodnił, że tradycja marynistyczna w ich wydaniu to nie skansen, ale żywy, pulsujący i – co najważniejsze – stojący na najwyższym poziomie wykonawczym organizm.
Jako zdeklarowany miłośnik tradycyjnych pieśni morza i surowy krytyk przeciętności, muszę przyznać: to był wieczór, w którym żeglarska pasja spotkała się z wyrafinowaną kulturą wokalną.
Klasyka repertuaru w nowym blasku
Repertuar koncertu stanowił przekrój przez to, co w polskiej i światowej literaturze marynistycznej najcenniejsze. Usłyszeliśmy legendarne kompozycje, które na stałe wpisały się w kanon kultury morskiej. Chór z wielkim smakiem wyważył proporcje między potężnymi brzmieniami a momentami intymnej liryki.
Prawdziwym majstersztykiem okazało się wykonanie „Pod żaglami Zawiszy” – pieśni, która w ich interpretacji nabiera niemal hymnicznego, dumnego charakteru. Zespół nie uciekał jednak od klasycznych, rytmicznych szant pracy, gdzie kluczem do sukcesu jest nienaganna pulsacja rytmiczna i idealne zgranie partii solowych (shantymana) z potężną odpowiedzią chóru. Czytaj dalej







